Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony! Czytaj więcej o polityce prywatności.

„Lës” w Łebieńskiej Hucie

wtorek, 30 grudzień 2014

(Mirka Wasilke - pierwsza z prawej)

Pani Mirosławo pochodzi Pani z domu, w którym wszyscy wychowali się na grze karcianej w „Lësa”?

Mirosława Wasilke:

Tak. Z dzieciństwa pamiętam jak w rodzinnym domu grał mój ojciec, mama, sąsiedzi. Następnie tata nauczył grać mnie i rodzeństwo. To były miłe chwile spędzone w gronie rodzinnym.

Czy pamięta Pani atmosferę gry w „Lësa”, jaka panowała w domu?

Mirosława Wasilke:

Oczywiście! Najpierw kilka wieczorów poświeciliśmy na naukę gry. Najlepszym nauczycielem dla mnie, mojego męża oraz rodzeństwa był mój ojciec. A gdy poznaliśmy podstawy tej gry zaczął towarzyszyć nam dreszczyk emocji, gdyż każdy chciał wygrać!

Czy dzisiaj, nie mieszkając już w domu rodzinnym, stara się Pani kultywować rodzinne tradycje grania w „Lësa”?

Mirosława Wasilke:

Jak tylko zbierzemy ekipę, zawsze chętnie gramy. Najczęściej, gdy przyjedzie siostra Bożena z mężem lub moi bracia.

Czy wpływ na zachowanie tradycji gry w „Lësa” mają więzy rodzinne?

Mirosława Wasilke:

Moim zdaniem więzy rodzinne mają ogromne znaczenie. Już od wczesnego dzieciństwa gra w „Lësa” zapewniała nam rozrywkę w jesienne wieczory. Także obecnie każde spotkanie i gra w „Lësa” przypomina mi dom rodzinny. Kultywowanie tej tradycji jest niezmiernie ważne, bo wiedzę tą przekazuje się z pokolenia na pokolenie.

Dlaczego właśnie w gminie Szemud, między innymi w okolicach Łebna, jest tak popularna gra w „Lësa”?

Mirosława Wasilke:

Myślę, że tak jak każdy region ma swoje tradycje, muzykę i gry, tak my mamy „Lësa”. Jest to poniekąd powód do dumy!

Co w sobie takiego ma gra w „Lësa”, że wciąż istnieje, mimo tylu innych atrakcji i rozrywek?

Mirosława Wasilke:

Jest to gra strategiczna. 12 kart daje dużo możliwości… Obmyślanie odpowiedniego rozegrania na uratowanie własnego i przechwycenie Lisa przeciwnika. A poza tym to świetna zabawa!!!

Proszę powiedzieć, jak często gra Pani w „Lësa”?

Mirosława Wasilke:

Ostatnio rzadziej, lecz staramy się, choć raz w miesiącu zrelaksować się przy kartach...

Z czym kojarzy się Pani „Lës”?

Mirosława Wasilke:

Z fajną zabawą, miłym spędzeniem czasu oraz z oderwaniem się od codzienności.

Co Pani doradzi osobom, które chciałaby nauczyć się grać w „Lësa”?

Mirosława Wasilke:

Naprawdę warto! Nowe rzeczy nas rozwijają. Organizowane są turnieje „Lësa”, gdzie możemy poznać nowych ludzi, porywalizować ze sobą, a poza tym trzeba w tej grze trochę pogłówkować i to jest frajda.

Czy przekazuje Pani dzieciom swoją wiedzę na temat „Lësa”?

Mirosława Wasilke:

Tak. Głównie dzięki mężowi, nasza córka zna bardzo dobrze podstawy tej gry i całkiem dobrze sobie radzi. Syn na razie nie załapał bakcyla „Lësa”.

Rozmawiał Mirosław Ugowski